I n f o r m a t o r y   p a r a f i a l n e

Wisła Centrum
Numer 4 (Boże Narodzenie 1997; styczeń / luty 1998)
 Redakcja: ks. Jan Kozieł, ks. Alfred Borski;    Skład komputerowy: Lucyna i Alfred Borski

 

nr 1          nr 2          nr 3          nr 4

 > Home > Archiwum > Informator parafialny PEA Wisła Centrum > Nr 4 (Boże Narodzenie 1997; styczeń / luty 1998)


Czy na próżno…?
 

Na świecie był i świat przezeń powstał, lecz świat go nie poznał. Do swej własności przyszedł, ale swoi go nie przyjęli. Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego.

Ew. Jana 1,10-12
 

     Święta Narodzenia Pańskiego na nowo przypominają światu wieść o przyjściu na świat Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Wieść, która dla wierzących jest zawsze źródłem radości i nadziei, pociechy i pewności zbawienia. Nie ma bowiem większego, wspanialszego daru Boga dla człowieka nad dar Jego Syna, Słowa, które „ciałem się stało i zamieszkało wśród nas.” W Nim jedynie odnaleźć i zdobyć może każdy ów wieczny pierwiastek życia- miłość, dający pewność, „…że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość (…) nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rzym.8,38-39). Dlatego też, kiedy Jezus narodził się w Betlejemie, aniołowie wielbili Boga i mówili: „Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie.” (Łuk.2,14). Słowa Ewangelisty Jana zawierają jednak bolesną skargę: „…świat go nie poznał”.

     Patrząc na te wydarzenia perspektywy prawie dwóch tysięcy lat, trzeba nam, jak się wydaje, powtórzyć skargę Jana. Historia świata i ludzkości minionych dwóch tysiącleci, to historia wojen, rewolucji, zniewalanie jednych narodów przez drugie, terroryzm i to wszystko, co człowiek człowiekowi mógł zgotować najgorszego. Gdzie więc jest ten pokój, o którym w noc narodzenia Pańskiego mówili aniołowie? Pokój, który rok po roku w święta Godowe jest każdemu z nas zwiastowany? Tragedia ludzkości tkwi w tym, że ludzie nie przyjęli i po dzień dzisiejszy do końca nie przyjmują źródła pokoju, którym jest Jezus Chrystus. Jest to prawdziwy dramat  Syna Bożego, którego początki sięgają chwili narodzin. Ewangelista mówi iż, Maria „porodziła syna swego pierworodnego i owinęła go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.” Ledwie się urodził, a już Jego życiu zagrażał Herod. A na koniec usłyszał wołanie swego ludu: „Precz, ukrzyżuj go!” „Do swej własności przyszedł, ale swoi go nie przyjęli.” Spójrzmy dzisiaj na siebie! Powoli dobiegają końca kolejne Święta Narodzenia Pańskiego. Czy znalazło się miejsce w naszych sercach i domach dla Tego, którego pamiątkę narodzin obchodzimy? I bynajmniej nie chodzi o wrogość, nie uznanie historyczności Jezusa, ignorancję. Chodzi o naszą obojętność, o to, że jesteśmy letni, a nie zimni, czy gorący, chodzi o naszą małowierność, czy nawet brak wiary, bo wówczas Jezus nie może dokonać w nas samych dzieła zbawienia. Nie należymy do grona dzieci Bożych.

     A Ewangelista Jan powiada: „Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego. Którzy narodzili się nie z krwi ale cielesnej woli, ani z woli męża, lecz z Boga.” Do tych ludzi odnoszą się też słowa Jezusa: „Pokój zostawiam  wam, mój pokój daję wam: nie jak świat daje, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka” (Jan 14,27). Przeto dołóżmy wszelkich starań, aby należeć do tej maleńkiej trzódki, i do tych którzy narodzili się z Boga, w których sercu króluje sam Jezus Chrystus. Nasz wieszcz narodowy, Adam Mickiewicz napisał: „Wierzysz, że się Bóg zrodził w Betlejemskim żłobie, lecz biada ci, jeśli nie zrodził się w tobie”.

     Oby Jezus nie przyszedł do nas na próżno! Amen

ks. Waldemar Szajthauer


Zawsze...

 

Zawsze, kiedy dwóch sobie nawzajem wybacza, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy z wyrozumiałością traktujecie swoje dzieci,

            jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy bliźniemu pomożecie, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy ktoś postanawia godziwie żyć, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rodzi się dziecko, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy próbujesz  swemu życiu nadać nowy sens, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy nawzajem patrzycie na siebie oczyma serca,

            z uśmiechem na ustach,             jest Boże Narodzenie.

Gdyż oto narodziła się miłość,

Gdyż oto narodził się pokój,

Gdyż oto narodziła się sprawiedliwość,

Gdyż oto narodziła się nadzieja,

Gdyż oto narodziła się radość,

Gdyż oto narodził się Chrystus Pan!

z Brazylii

 

Mój  kościół

 

     Byłem niedawno w naszym kościele. Nie była to niedziela lecz zwykły powszedni dzień, gdy kościół był całkiem pusty. Szedłem tam coś mierzyć (mamy zamiar zakładać elektryczne ogrzewanie), a ponieważ ksiądz proboszcz miał interesantów dał mi klucze i poszedłem sam.

     Zamknąłem się w kościele by mieć spokój. Klucz zostawiłem w drzwiach i szedłem powoli do ołtarza. I oto - w drodze zapomniałem zupełnie o celu przybycia! Przez okna spływało do wnętrza promienne letnie słońce, cisza kościoła śpiewała, a ja wzruszony stanąłem w połowie drogi. Odczułem naraz jakiś uroczysty, pełen słodyczy nastrój a zarazem dziwny lęk. Uświadomiłem sobie, że jestem samotny, całkiem sam przed obliczem Boga. Powoli i z wahaniem doszedłem do ołtarza i stanąłem.

     Przed oczyma przesuwały się obrazy: widziałem, jak przed tym oto ołtarzem wyznaję swą wiarę i odnawiam swe ślubowanie chrzestne w dzień konfirmacji. Widziałam siebie, składającego życie ślubowanie miłości i wiary w najuroczystszy dzień mego życia. Ujrzałem siebie, stojącego tutaj w czasie chrztu synka i dwóch córeczek. Uświadomiłem sobie ile łaski Bożej stałem się już tutaj uczestnikiem, a ile jej uniknę z mej własnej winy dlatego, że często „ nie strzegłem nóg swoich”, gdy szedłem do domu Bożego. Dlatego, że wiele razy przychodziłem do kościoła z nieprzygotowanym sercem, bez skruchy i pragnienia dostąpienia oczyszczającej łaski Bożej. Z powodu, że nie potrafiłem usunąć ze swego serca pyłu powszednich, przyziemnych pragnień i bałem się wystawiać swą duszę na działanie Boga.

     I jeszcze jedno przyszło mi na myśl: że chodzić do domu Pańskiego tak jak to dotąd czyniłem jest właściwie grzechem. Móc bywać w świątyni to przecież wielka łaska i prawo chrześcijanina, to pora przywdziania odświętnego stroju duszy. Ten, kto cały tydzień nie spełnia swych obowiązków, kto nie czyni dobrze choć może, kto nie świadczy całym swym życiem zawsze i wszędzie, że Bóg jest jego Panem, który nakazał miłować wszystkich ludzi, ten w kościele nie dozna wrażenia, że był rzeczywiście w domu Ojca. Uczęszczanie do kościoła zobowiązuje! Ono przypomina ci o prowadzeniu pracowitego i szlachetnego życia, zobowiązuje do życia w miłości według przykazań Bożych.

     Lecz nie tylko zobowiązuje. Tutaj daje Bóg siłę do pełnienia woli, którą ogłasza w Słowie. I ja jestem jej uczestnikiem.

     Jakaż to łaska, że potrafię sobie zdać sprawę z chwil Bożego zwycięstwa w mej duszy. Wiem, że me pragnienie i serdeczna prośba, bym mógł się stać również dla innych błogosławieństwem nie było daremne. Przecież i serce moje w cichych chwilach śpiewa hymn wdzięczności za pokój, pojednanie i zbawienie.

     Pismo Św. i dom Boży to stacje chwały Bożej w mym sercu. Nasi ojcowie i matki zbudowali tę świątynię przed kilkudziesięciu laty na świadectwo przymierza z Bogiem. Dlatego też jest ona dla mnie najdroższym dziedzictwem.

     Myślę, że już nie będę przechodził obok swego kościoła, obok swego domu duchowego obojętnie i bezmyślnie. Wszak on do mnie przemawia i głosi Chrystusa, a ja pragnę słuchać i czynić wolę swego Zbawcy. Nie chcę czcić glinę i kamienie, ale spojrzenie na koronkową wieżę wprowadza mnie w nastrój jaki władał sercem ludu izraelskiego, który gdy ujrzał w oddali świątynię Jerozolimską, pozdrawiał ją psalmami wdzięcznej nadziei i chwały.

     Wiele, wiele myśli przyszło mi do głowy, gdy tak w samotności stałem w naszym kościele. O tych, którzy wiernie siadają u nóg Pana, o oddalonych i o tych, którzy świątynię swego serca budują na lotnych piaskach pustyni. O „mądrych” i „ubogich duchem”, o chętnych i opornych, o tych, którzy na wezwanie Pańskie odpowiadają tysiącznymi wymówkami… Właściwie ja już nie stałem, lecz klęczałem i z dziecięcą ufnością i wiarą modliłem się do niebieskiego Ojca.

     I wam, drodzy czytelnicy, szczerze radzę: pójdźcie czasami do swego kościoła w powszedni, zwykły dzień i pozostańcie tam w samotności, choćby przez pół godziny. Usłyszycie najpiękniejsze i najwymowniejsze kazanie błogosławionego skupienia, obmyjecie swą duszę z prochu pospolitości, zrozumiecie i odczujecie swe obowiązki wobec Boga, bliźniego i Kościoła. Obowiązki swej wiary i swego wyznania. Będziecie sobie wówczas inaczej cenić swe niedziele i swą świątynię częstokroć z waszej winy tak zaniedbaną i oczekującą…

K.J.

 

Rzeczy, na które musisz mieć czas w Nowym Roku!

     Miej czas, by pożegnać się ze swoimi, gdy odchodzisz do swej pracy. Osłodzi ci to trudy pracy a umysł twój rozweseli.

     Miej czas na modlitwę. To będzie ci tarczą w dniach boju i gorąca. Zaśniesz spokojnie, gdy powierzysz się straży Bożej.

     Miej czas w niedzielę słuchać Słowa Bożego. Lecz miej też czas do skupienia się, by w tym skupieniu i po nabożeństwie pozostać. Wtedy nabierzesz siły na cały tydzień.

     Miej czas być uprzejmym i miłym dla tych, których masz koło siebie i którzy przyjdą do ciebie. Szukaj, by ich czym rozweselić, pomóż im i pociesz ich w kłopotach i skargach.

     Miej czas do poznawania Chrystusa i do coraz ściślejszej społeczności z Nim. Prędko przyjdzie ta godzina dla każdego z nas, kiedy Jego ręka i Jego obecność większą będą miały wartość niż cały świat.

    Skoro będziesz musiał mieć kiedyś czas na śmierć, dlaczego nie miałbyś mieć teraz czasu do życia, do życia w Słowie Bożym, do życia w Bogu, bliźniemu ku usłudze i radości?

Przedruk: „Dla wszystkich” nr 1/1913

 


W internetowej wersji Informatora nie zamieszczono planu nabożeństw, wykazów osób (chrzty, śluby, pogrzeby), ogłoszeń, reklam i informacji o charakterze "ulotnym".