 |
Czy na
próżno…?
Na świecie
był i świat przezeń powstał, lecz świat go nie poznał. Do swej własności
przyszedł, ale swoi go nie przyjęli. Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać
się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego.
Ew. Jana 1,10-12
Święta Narodzenia Pańskiego na
nowo przypominają światu wieść o przyjściu na świat Syna Bożego, Jezusa
Chrystusa. Wieść, która dla wierzących jest zawsze źródłem radości i nadziei,
pociechy i pewności zbawienia. Nie ma bowiem większego, wspanialszego daru Boga
dla człowieka nad dar Jego Syna, Słowa, które „ciałem się stało i zamieszkało
wśród nas.” W Nim jedynie odnaleźć i zdobyć może każdy ów wieczny
pierwiastek życia- miłość, dający pewność, „…że ani śmierć, ani życie, ani
aniołowie ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość (…) nie
zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu
naszym” (Rzym.8,38-39).
Dlatego też, kiedy Jezus narodził się w Betlejemie, aniołowie wielbili Boga i
mówili: „Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom, w których ma
upodobanie.” (Łuk.2,14).
Słowa Ewangelisty Jana zawierają jednak bolesną skargę: „…świat go nie
poznał”.
|
|
Patrząc na te wydarzenia
perspektywy prawie dwóch tysięcy lat, trzeba nam, jak się wydaje, powtórzyć
skargę Jana. Historia świata i ludzkości minionych dwóch tysiącleci, to historia
wojen, rewolucji, zniewalanie jednych narodów przez drugie, terroryzm i to
wszystko, co człowiek człowiekowi mógł zgotować najgorszego. Gdzie więc jest ten
pokój, o którym w noc narodzenia Pańskiego mówili aniołowie? Pokój, który rok po
roku w święta Godowe jest każdemu z nas zwiastowany? Tragedia ludzkości tkwi w
tym, że ludzie nie przyjęli i po dzień dzisiejszy do końca nie przyjmują źródła
pokoju, którym jest Jezus Chrystus. Jest to prawdziwy dramat Syna Bożego,
którego początki sięgają chwili narodzin. Ewangelista mówi iż, Maria
„porodziła syna swego pierworodnego i owinęła go w pieluszki i położyła w
żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.” Ledwie się urodził, a
już Jego życiu zagrażał Herod. A na koniec usłyszał wołanie swego ludu:
„Precz, ukrzyżuj go!” „Do swej własności przyszedł, ale swoi go nie przyjęli.”
Spójrzmy dzisiaj na siebie! Powoli dobiegają końca kolejne Święta Narodzenia
Pańskiego. Czy znalazło się miejsce w naszych sercach i domach dla Tego, którego
pamiątkę narodzin obchodzimy? I bynajmniej nie chodzi o wrogość, nie uznanie
historyczności Jezusa, ignorancję. Chodzi o naszą obojętność, o to, że jesteśmy
letni, a nie zimni, czy gorący, chodzi o naszą małowierność, czy nawet brak
wiary, bo wówczas Jezus nie może dokonać w nas samych dzieła zbawienia. Nie
należymy do grona dzieci Bożych.
A Ewangelista Jan powiada:
„Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy
wierzą w imię jego. Którzy narodzili się nie z krwi ale cielesnej woli, ani z
woli męża, lecz z Boga.” Do tych ludzi odnoszą się też słowa Jezusa:
„Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam: nie jak świat daje, Ja wam daję.
Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka”
(Jan 14,27).
Przeto dołóżmy wszelkich starań, aby należeć do tej maleńkiej trzódki, i do tych
którzy narodzili się z Boga, w których sercu króluje sam Jezus Chrystus. Nasz
wieszcz narodowy, Adam Mickiewicz napisał: „Wierzysz, że się Bóg zrodził w
Betlejemskim żłobie, lecz biada ci, jeśli nie zrodził się w tobie”.
Oby Jezus nie przyszedł do nas na
próżno! Amen
ks.
Waldemar Szajthauer
|
|
Zawsze...
Zawsze, kiedy
dwóch sobie nawzajem wybacza, jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy z
wyrozumiałością traktujecie swoje dzieci,
jest
Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy
bliźniemu pomożecie, jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy
ktoś postanawia godziwie żyć, jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy
rodzi się dziecko, jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy
próbujesz swemu życiu nadać nowy sens, jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy
nawzajem patrzycie na siebie oczyma serca,
z
uśmiechem na ustach, jest Boże Narodzenie.
Gdyż oto
narodziła się miłość,
Gdyż oto narodził
się pokój,
Gdyż oto
narodziła się sprawiedliwość,
Gdyż oto
narodziła się nadzieja,
Gdyż oto
narodziła się radość,
Gdyż oto narodził
się Chrystus Pan!
z Brazylii
|
|
Mój
kościół
Byłem niedawno w naszym kościele.
Nie była to niedziela lecz zwykły powszedni dzień, gdy kościół był całkiem
pusty. Szedłem tam coś mierzyć (mamy zamiar zakładać elektryczne ogrzewanie), a
ponieważ ksiądz proboszcz miał interesantów dał mi klucze i poszedłem sam.
Zamknąłem się w kościele by mieć
spokój. Klucz zostawiłem w drzwiach i szedłem powoli do ołtarza. I oto - w
drodze zapomniałem zupełnie o celu przybycia! Przez okna spływało do wnętrza
promienne letnie słońce, cisza kościoła śpiewała, a ja wzruszony stanąłem w
połowie drogi. Odczułem naraz jakiś uroczysty, pełen słodyczy nastrój a zarazem
dziwny lęk. Uświadomiłem sobie, że jestem samotny, całkiem sam przed obliczem
Boga. Powoli i z wahaniem doszedłem do ołtarza i stanąłem.
Przed oczyma przesuwały się
obrazy: widziałem, jak przed tym oto ołtarzem wyznaję swą wiarę i odnawiam swe
ślubowanie chrzestne w dzień konfirmacji. Widziałam siebie, składającego życie
ślubowanie miłości i wiary w najuroczystszy dzień mego życia. Ujrzałem siebie,
stojącego tutaj w czasie chrztu synka i dwóch córeczek. Uświadomiłem sobie ile
łaski Bożej stałem się już tutaj uczestnikiem, a ile jej uniknę z mej własnej
winy dlatego, że często „ nie strzegłem nóg swoich”, gdy szedłem do domu Bożego.
Dlatego, że wiele razy przychodziłem do kościoła z nieprzygotowanym sercem, bez
skruchy i pragnienia dostąpienia oczyszczającej łaski Bożej. Z powodu, że nie
potrafiłem usunąć ze swego serca pyłu powszednich, przyziemnych pragnień i bałem
się wystawiać swą duszę na działanie Boga.
I jeszcze jedno przyszło mi na
myśl: że chodzić do domu Pańskiego tak jak to dotąd czyniłem jest właściwie
grzechem. Móc bywać w świątyni to przecież wielka łaska i prawo chrześcijanina,
to pora przywdziania odświętnego stroju duszy. Ten, kto cały tydzień nie spełnia
swych obowiązków, kto nie czyni dobrze choć może, kto nie świadczy całym swym
życiem zawsze i wszędzie, że Bóg jest jego Panem, który nakazał miłować
wszystkich ludzi, ten w kościele nie dozna wrażenia, że był rzeczywiście w domu
Ojca. Uczęszczanie do kościoła zobowiązuje! Ono przypomina ci o prowadzeniu
pracowitego i szlachetnego życia, zobowiązuje do życia w miłości według
przykazań Bożych.
Lecz nie tylko zobowiązuje. Tutaj
daje Bóg siłę do pełnienia woli, którą ogłasza w Słowie. I ja jestem jej
uczestnikiem.
Jakaż to łaska, że potrafię sobie
zdać sprawę z chwil Bożego zwycięstwa w mej duszy. Wiem, że me pragnienie i
serdeczna prośba, bym mógł się stać również dla innych błogosławieństwem nie
było daremne. Przecież i serce moje w cichych chwilach śpiewa hymn wdzięczności
za pokój, pojednanie i zbawienie.
Pismo Św. i dom Boży to stacje
chwały Bożej w mym sercu. Nasi ojcowie i matki zbudowali tę świątynię przed
kilkudziesięciu laty na świadectwo przymierza z Bogiem. Dlatego też jest ona dla
mnie najdroższym dziedzictwem.
Myślę, że już nie będę
przechodził obok swego kościoła, obok swego domu duchowego obojętnie i
bezmyślnie. Wszak on do mnie przemawia i głosi Chrystusa, a ja pragnę słuchać i
czynić wolę swego Zbawcy. Nie chcę czcić glinę i kamienie, ale spojrzenie na
koronkową wieżę wprowadza mnie w nastrój jaki władał sercem ludu izraelskiego,
który gdy ujrzał w oddali świątynię Jerozolimską, pozdrawiał ją psalmami
wdzięcznej nadziei i chwały.
Wiele, wiele myśli przyszło mi do
głowy, gdy tak w samotności stałem w naszym kościele. O tych, którzy wiernie
siadają u nóg Pana, o oddalonych i o tych, którzy świątynię swego serca budują
na lotnych piaskach pustyni. O „mądrych” i „ubogich duchem”, o chętnych i
opornych, o tych, którzy na wezwanie Pańskie odpowiadają tysiącznymi wymówkami…
Właściwie ja już nie stałem, lecz klęczałem i z dziecięcą ufnością i wiarą
modliłem się do niebieskiego Ojca.
I wam, drodzy czytelnicy,
szczerze radzę: pójdźcie czasami do swego kościoła w powszedni, zwykły dzień i
pozostańcie tam w samotności, choćby przez pół godziny. Usłyszycie
najpiękniejsze i najwymowniejsze kazanie błogosławionego skupienia, obmyjecie
swą duszę z prochu pospolitości, zrozumiecie i odczujecie swe obowiązki wobec
Boga, bliźniego i Kościoła. Obowiązki swej wiary i swego wyznania. Będziecie
sobie wówczas inaczej cenić swe niedziele i swą świątynię częstokroć z waszej
winy tak zaniedbaną i
oczekującą…
K.J.
|
|
Rzeczy, na
które musisz mieć
czas w Nowym Roku!
Miej czas, by pożegnać się ze
swoimi, gdy odchodzisz do swej pracy. Osłodzi ci to trudy pracy a umysł twój
rozweseli.
Miej czas na modlitwę. To będzie
ci tarczą w dniach boju i gorąca. Zaśniesz spokojnie, gdy powierzysz się straży
Bożej.
Miej czas w niedzielę słuchać
Słowa Bożego. Lecz miej też czas do skupienia się, by w tym skupieniu i po
nabożeństwie pozostać. Wtedy nabierzesz siły na cały tydzień.
Miej czas być uprzejmym i miłym
dla tych, których masz koło siebie i którzy przyjdą do ciebie. Szukaj, by ich
czym rozweselić, pomóż im i pociesz ich w kłopotach i skargach.
Miej czas do poznawania Chrystusa
i do coraz ściślejszej społeczności z Nim. Prędko przyjdzie ta godzina dla
każdego z nas, kiedy Jego ręka i Jego obecność większą będą miały wartość niż
cały świat.
|
 |
|
Skoro będziesz
musiał mieć kiedyś czas na śmierć, dlaczego nie miałbyś mieć teraz czasu do
życia, do życia w Słowie Bożym, do życia w Bogu, bliźniemu ku usłudze i radości?
Przedruk: „Dla wszystkich” nr 1/1913
|
|
|
W
internetowej wersji Informatora nie
zamieszczono planu nabożeństw, wykazów osób (chrzty, śluby,
pogrzeby), ogłoszeń, reklam i informacji o charakterze
"ulotnym". |
|
|
|