 |
W
numerze:
Od 15.12.1997 r. cieszyński Informator
Parafialny wszedł w skład nowopowstałej Gazety Ewangelickiej.
Od tego czasu w informatorze publikowano tylko te artykuły i
relacje, które dotyczyły wyłącznie parafii cieszyńskiej.
Aby przeglądnąć numer GE, w którym ukazał się ten
numer informatora, kliknij:
GE nr 11/12 z 2002 roku
|
W
internetowej wersji Informatora
nie zamieszczono planu nabożeństw,
wykazów osób (chrzty, śluby, pogrzeby), ogłoszeń, reklam i
informacji o charakterze "ulotnym". |
|
|
|
Drodzy Parafianie
Cieszyńscy! Jak zwykle z wielką radością oddaję w Wasze
ręce kolejny numer Gazety Ewangelickiej. Tym razem po raz pierwszy
nie ma zamieszczonego w niej Informatora Parafialnego, który nie z
powodu, ani z woli Redakcji GE, wydawany jest osobno. Po raz
pierwszy też od 10 lat (!) Gazeta nie będzie też doręczana
bezpośrednio do Waszych domów. Jako proboszcz-administrator Parafii
Ewangelickiej we Włocławku nie jestem w stanie kierować rozsyłką ani
dopilnować, by w miarę wszyscy parafianie otrzymali swoją gazetę.
Nie mam też oczywiście takich uprawnień czy jakiejś stosownej umowy.
W związku z tym nie mogę też podjąć ryzyka i wydrukować jak do tej
pory 3000 gazet dla Cieszyna - bo mogłoby się okazać, że spora część
nie trafi do rąk Cieszyniaków - co wiąże się oczywiście ze skutkami
finansowymi, które mogłyby „położyć” dalsze wydawanie GE.
Stąd od tego numeru Gazeta Ewangelicka dla cieszyńskich parafian
będzie dostępna na podobnych zasadach, jak było to do tej pory w
innych parafiach - za stałą ofiarą, która w tym roku została
skalkulowana na 4 zł (6 zł numer podwójny).
Dla Cieszyna wydrukowano też tylko 1/3 część dotychczasowego
nakładu. Dlatego bardzo proszę wszystkie osoby zainteresowane
dalszym otrzymywaniem Gazety Ewangelickiej o potwierdzenie tego
faktu na specjalnie przygotowanych listach, które będą dostępne w
Kancelarii Parafialnej, w Filiałach u prezbiterów czy też w Redakcji
GE, która do 10 stycznia 2003 r. będzie funkcjonowała w
dotychczasowym miejscu (Plac Kościelny 6 - drugie piętro). Można też
zgłaszać takie zapotrzebowanie pisemnie bezpośrednio do Redakcji GE
we Włocławku: 87-800 Włocławek, ul. Brzeska 20, telefonicznie: 0-54
/ 232 99 81 lub faksem: 0-54 / 232 99 80.
Gdyby się okazało, że braknie dla kogoś tego numeru Gazety, to tylko
do 10.01.2003 r. będzie możliwy dodruk. Stąd gorąca prośba, aby tzw.
„pocztą pantoflową” (rodzina, znajomi, sąsiedzi, współpracownicy)
poinformować te osoby, które chcą otrzymać jeszcze bieżący numer GE
(i następne), o dokonanie stosownego zgłoszenia - jak podano
powyżej.
Oczywiście z wielką radością w dalszym ciągu przyjmujemy materiały -
tak do GE, jak również do nowopowstałego dodatku „Gazeta Ewangelicka
w Cieszynie”, który będzie się ukazywał w zależności od
otrzymywanych materiałów. Ranga Gazety, inny poziom edycyjny, jak
również różny krąg odbiorców i nawet osób piszących, dodatkowo mogą
pozytywnie wpłynąć na dobry odbiór - a zatem mocniejsze zacieśnienie
więzi z naszym Panem i Jego Kościołem. Dla mnie zaś będzie wspaniałą
okazją do otrzymywania informacji o miejscu i ludziach, którym
służyłem i którzy bardzo wiele dla mnie znaczyli.
Ponieważ zaś nie było mi dane oficjalnie pożegnać się z Wami, Drodzy
Cieszyńszy Parafianie, po prawie 12 latach służby i pobytu w
Cieszynie (dokładnie 11 lat i 11 miesięcy), dlatego też korzystając
z tej okazji chcę powiedzieć: Dziękuję. Dziękuję za czas spędzony w
Cieszynie, za życzliwe przyjęcie Gazety Ewangelickiej. W
szczególności dziękuję mojej kochanej cieszyńskiej Młodzieży
(oczywiście łącznie z filiałami) za wspaniały czas spędzany w czasie
licznych wyjazdów, obozów, zjazdów czy spotkań młodzieżowych. Tak
samo gorąco dziękuję też młodzieży, która podjęła się trudu
roznoszenia najpierw Informatora Parafialnego a potem Gazety
Ewangelickiej. Wszystkim Wam - i starszym, i młodszym - dedykuję
słowo z 1 Kor 15,58: „A tak, bracia moi mili, bądźcie stali,
niewzruszeni, zawsze pełni zapału do pracy dla Pana, wiedząc, że
trud wasz nie jest daremny w Panu.”.
ks. Alfred
Borski |
|
Kazanie wygłoszone z okazji
inauguracji Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom 2002, Jastrzębie
Zdrój - Ruptawa 30.11.2002 r.
Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom
2002
„Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych
najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście” Mt 25,40
Siostry i Bracia w Jezusie Chrystusie!
Przeczytane słowo Jezusowe zapisane w Ewangelii Mateusza mówi nam o
najmniejszych braciach.
Drogi słuchaczu!
Czy zastanawiałeś się już kiedyś, kogo zaliczamy do tych
najmniejszych braci Jezusowych? Kto w tym bezwzględnym świecie, w
którym żyjemy, jest najmniejszy i bezbronny? Kto jest pierwszą
ofiarą głodu i wojny? Czyje życie jest najbardziej poddane przemocy
i zagrożone w rodzinach i społeczeństwie?
Zapewne wszyscy się domyślamy o czyje życie tutaj chodzi. Tą
zagrożoną, najmniejszą istotą jest dziecko. We współczesnym
społeczeństwie coraz bardziej zaznacza się niechętne nastawienie do
dzieci. Przestają one być, jak kiedyś w czasach biblijnych,
błogosławieństwem i darem niebios, ale stanowią ograniczenie życia,
zagrożenie i ciężar (Ps 127).
Tym, który się pierwszy upomniał o prawa do równego traktowania
dziecka, więcej, o jego godność, jest ten, który dla nas, dla
naszego zbawienia stał się bezbronnym dzieckiem - Jezus Chrystus.
Zapewne pamiętamy jeszcze z lekcji religii historię o tym, jak Pan
Jezus błogosławił dzieci (Mr 10,13-16). W tamtych czasach kobiety i
dzieci wraz z chorymi i obcymi stali na uboczu ówczesnego
społeczeństwa. Tradycja żydowska uważała, że dzieci dopiero od 12
roku życia są religijnie podatne i mogą pójść do świątyni. Przy
liczeniu ludzi, którzy zostali nakarmieni, policzono tylko mężczyzn.
Ewangelia Mateusza pisze, że tych, którzy zostali nakarmieni było 4
tysiące oprócz kobiet i dzieci (Mt 15,38).
Takie nastawienie było powodem, że uczniowie nie dopuszczali do
swojego Nauczyciela dzieci. Tymczasem Jezus demonstracyjnie i wbrew
panującym zwyczajom rozmawia z dziećmi, więcej, błogosławi je i
nawet stawia jako wzór godny naśladowania. Na licznych przykładach z
Nowego Testamentu widzimy, że Jezus traktował dzieci zawsze poważnie
i dostrzegał w nich całego człowieka, jego ciało, duszę i ducha.
Jezus nikogo tak nie pobłogosławił jak dzieci. Biblia na żadnym
innym miejscu nie podaje przykładu takiego błogosławieństwa.
Jezus dbał także o właściwe wychowanie dzieci mówiąc: „A kto by
zgorszył jednego z tych maluczkich, Którzy wierzą temu lepiej by
było, by zawiesić na jego szyi kamień młyński, a jego wrzucić do
morza.” (Mr 9,42).
Nasz Pan leczył choroby dzieci, uzdrowił np. syna dworzanina, córkę
Jaira. Uczonym i nam również nakazuje zajęcie się dziećmi i
przyjmowanie ich w Jego imieniu (Mr 9,37).
Zastanówmy się jeszcze przez moment, jaką cechę szczególną wyróżnił
Jezus u dziecka, która powinna być przykładem dla nas. Myślę, że
Jezus wskazał nam w dziecku jego prostotę, wdzięczność i zaufanie.
Dziecko bowiem zdaje sobie sprawę ze swojej słabości i zależności od
swoich rodziców, dlatego z taką ufnością trzyma się ręki ojca lub
matki.
Na te cechy dziecka wskazuje Jezus, kiedy daje nam dziecko jako
przykład, że są one nam potrzebne w naszej wierze do pozyskania
prawa wejścia do Królestwa Bożego. Dlatego też ktoś nazwał dzieci
„pomostami do nieba”.
Jezus mówi: „Zaprawdę powiadam wam, Jeśli się nie nawrócicie i nie
staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebios. Kto się
więc uniży jak to dziecię, ten jest największy w Królestwie
Niebios.” (Mt 18,3).
Nasze rozważania o stosunku Jezusa do dzieci zobowiązują nas
dorosłych do zastanowienia się nad tym, jak traktujemy nasze dzieci
w rodzinie, w społeczeństwie i w Kościele?
Nasz reformator ks. dr Marcin Luter często mawiał, „że największą
szkodą dla chrześcijaństwa jest zaniedbywanie dzieci”. Inny wieli
uczony XX wieku Albert Einstein powiedział: „Nie osiągnie ten świat
postępu, dopóki będą na nim dzieci nieszczęśliwe”.
Niestety w naszym społeczeństwie ciągle są dzieci zaniedbane i
nieszczęśliwe. One są też największymi ofiarami bezrobocia, braku
możliwości wyjścia z zaklętego kręgu biedy.
Zdajemy sobie sprawę, że świata nie uzdrowimy, ale naszą akcją
charytatywną chcemy przynajmniej podarować uśmiech tym dzieciom,
które są go pozbawione a tym samym dać nadzieję, że są jeszcze
ludzie, którym los naszych dzieci nie jest obojętny.
Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom jest od trzech lat wspólną akcją
trzech organizacji charytatywnych: „Caritas” Kościoła
Rzymskokatolickiego, „Diakonii” Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego i
„Eleos” Kościoła Prawosławnego. To przedsięwzięcie, które zrodziło
się w sercach zatroskanych o przyszłość naszej Ojczyzny, jest także
wspólnym świadectwem współpracy ekumenicznej tych trzech Kościołów w
sprawie służącej dobru naszych dzieci, a tym samym naszej wspólnej
przyszłości.
Drogi słuchaczu!
Kupując tę specjalną świecę wigilijną możesz pomóc dzieciom, które
znajdują się w trudnych warunkach materialnych i oczekują naszej
pomocy. Wspierając to dzieło możesz dzieciom podarować uśmiech i to,
co najważniejsze, okazać miłość jednemu z tych najmniejszych naszych
braci a tym samym samemu Chrystusowi.
Przez ten gest miłości możesz sam się ubogacić. Nikt tak pięknie jak
dziecko nie odpłaca radością za dobro, które mu się ofiaruje. Kiedy
świece te zapłoną na stołach wigilijnych w naszych domach, pomyślmy
o tej wielkiej rzeszy dzieci zagrożonych w różnorodny sposób, módlmy
się o ich przyszłość i dołóżmy wszelkich starań, aby ta pomoc na
rzecz dzieci nie była tylko jednorazową akcją wigilijną, ale abyśmy
stałą troską otaczali dzieci, dostrzegali ich potrzeby, pomagali tym
rodzinom, gdzie ta pomoc jest potrzebna, bowiem nasz stosunek do
tego najmniejszego bliźniego jest też sprawdzianem naszej wiary.
Uczmy się od naszego Zbawiciela, którego historia słusznie nazwała
Przyjacielem. Amen.
ks. dr Jan Szarek
- biskup senior |
|
Maria „A w szóstym miesiącu Bóg posłał anioła Gabriela
do miasta galilejskiego, zwanego Nazaret, do panny poślubionej
mężowi, któremu było na imię Józef, z domu Dawidowego, a pannie było
na imię Maria. I wszedłszy do niej, rzekł: Bądź pozdrowiona, łaską
obdarzona, Pan z tobą, błogosławionaś ty między niewiastami. Ale ona
zatrwożyła się tym słowem i rozważała, co by mogło znaczyć to
pozdrowienie. I rzekł jej anioł: Nie bój się, Mario, znalazłaś
bowiem łaskę u Boga. I oto poczniesz w łonie, i urodzisz syna, i
nadasz mu imię Jezus. Ten będzie wielki i będzie nazwany Synem
Najwyższego. I da mu Pan Bóg tron jego ojca Dawida. I będzie
królował nad domem Jakuba na wieki, a jego królestwu nie będzie
końca. A Maria rzekła do anioła: Jak się to stanie, skoro nie znam
męża? I odpowiadając anioł, rzekł jej: Duch Święty zstąpi na ciebie
i moc Najwyższego zacieni cię. Dlatego też to, co się narodzi,
będzie święte i będzie nazwane Synem Bożym.” Łk 1,26-35
Można sobie wyobrazić przerażenie tej skromnej żydowskiej
dziewczyny, najpierw na widok anioła, który wszedł do jej domu, a
później, gdy usłyszała słowa jego pozdrowienia i obietnicy.
Rozpatrzmy te słowa, gdyż były one ważne nie tylko dla Marii, ale są
też ważnym proroctwem i dla nas.
A więc Maria słyszy, że jest błogosławiona między niewiastami i
obdarzona łaską, gdyż z nią jest Bóg. Bóg wybrał tą skromną,
bogobojną dziewczynę z żydowskiego Nazaretu na ziemską matkę
Mesjasza. Dlatego jest ona błogosławiona i obdarzona Jego łaską. Co
to znaczy? Słowo łaska oznaczało w języku hebrajskim „życzliwość,
przychylność”, a w języku greckim to, co przynosi rozkosz, radość,
szczęście lub pomyślność. A więc Maria - można innymi słowy
powiedzieć, zyskała swym życiem i bogobojnością życzliwość Boga
Ojca, który postanowił właśnie ją obdarzyć szczęściem macierzyństwa
Jezusa. Dlatego z tak ważną wieścią wysyła do niej anioła Gabriela.
Autorzy Nowego Testamentu, apostołowie, zwracają uwagę, że Maria ze
względu na wybranie zasługuje na nasz szacunek. Jej pokorne i
pobożne życie podobało się Bogu tak bardzo, że właśnie ją wybrał do
tego najważniejszego zadania w jej życiu - urodzenia Jezusa -
Zbawiciela, ale tylko jej Syn jest godzien czci i uwielbienia.
Nigdzie w Piśmie Świętym nie ma wzmianki, że należy jej nadawać
specjalne tytuły, czy modlić się do niej, bowiem jedynym
pośrednikiem między człowiekiem i Bogiem jest Zbawiciel - Jezus
Chrystus.
Anioł Gabriel, przemawiając do Marii, podkreślił ważną pozycję jej
Syna: „Ten będzie wielki i będzie nazwany Synem najwyższego. I da Mu
Pan Bóg tron jego ojca Dawida. I będzie królował nad domem Jakuba na
wieki, a Jego Królestwu nie będzie końca.” (Łk 1,32-33). To Jezus ma
być Panem panów i Królem królów, to On jest Synem Najwyższego i Jego
panowaniu nie będzie końca. To On i tylko On jest Zbawicielem, nikt
inny tylko On jest początkiem i końcem zbawienia i tylko przez Niego
możemy je osiągnąć. Jak to później napisał w 1 Liście ap. Jan: „A
takie jest to świadectwo, że życie wieczne dał nam Bóg, a życie jest
w Jego Synu. Kto ma Syna Bożego, ma życie, kto nie ma Syna Bożego,
nie ma życia. To napisałem wam, którzy wierzycie w imię Syna Bożego,
abyście wiedzieli, że macie życie wieczne.”.
Maria, skromna, bogobojna żydowska dziewczyna przyjęła słowa anioła
Gabriela do swego serca i rzekła: „Oto ja służebnica Pańska, niech
mi się stanie według słowa Twego.”. Przyjęła z ufnością Boże Słowo
do serca i wprawdzie początkowo, gdy Jezus zaczął nauczać, chciała
Go odwieść z tej drogi, gdy rodzinne miasto nieprzychylnie Go
przyjęło. Musiała nawet usłyszeć gorzkie słowa od Jezusa, który na
pytanie: „Któż jest moja matka? I kto to bracia moi?” -
odpowiedział: „Ktokolwiek czyni wolę Ojca mojego, który jest w
niebie, ten jest moim bratem i siostrą i matką.” (Mt 12,46-50).
Maria jednak uwierzyła, że jej syn Jezus jest tym, który był
zapowiadanym przez proroków Mesjaszem. Dlatego była z Nim do końca,
zawsze skromna, nie narzucająca się, pilnie słuchająca i zachowująca
w swym sercu Jego słowa. Przejęta bólem stała też pod Jego krzyżem
na Golgocie. O jej losach po zmartwychwstaniu syna i
wniebowstąpieniu, Pismo Święte już nie wspomina. Nie wspominają jej
też apostołowie, ani Jan, pod którego opiekę oddał ją na krzyżu
Jezus. Tak jak przez całe życie była cichą służebnicą Pańską,
skromną, nie wywyższającą się, tak potem odeszła w cień, gdy dzieło
jej Syna przejęli apostołowie głosząc na cały świat Jego słowo. Ani
Listy Apostolskie, ani Dzieje Apostolskie już o niej nie wspominają.
Wypełniając wolę Bożą - cicho żyła i cicho odeszła.
Czyż nie jest to wspaniały przykład chrześcijańskiej skromności dla
nas? Iluż ludzi dzisiaj, bez żadnego powodu i zasług się wywyższa
ponad innych. Czyż z tej historii nie powinniśmy brać przykładu
cichego i bogobojnego życia? Czy drogowskazem dla nas nie powinny
być jej słowa wypowiedziane na weselu w Kanie Galilejskiej: „Co wam
powie, czyńcie.” (J 2,5). Ona wyraźnie wskazała czyje słowa należy
brać pod uwagę, kto ma być dla nas wzorem, nauczycielem - tylko
Jezus, nikt inny.
To, co On mówił mamy czynić. To Jego Słowem mamy wypełniać treść
naszego życia. Jego mamy słuchać i iść Jego śladami. Gdyż to On -
Jezus według słów zwiastowania anielskiego „jest Synem najwyższego i
jego Królestwu nie będzie końca.”. On był, jest i będzie jak
zapowiadał: „A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do
skończenia świata.” (Mt 28,20). On będzie naszym sędziom. Więc Jego
słuchajmy i naśladujmy, gdyż tylko On jest prawdą, drogą i życiem,
tylko On jest naszym Wybawicielem i tylko On nas nigdy nie
zawiedzie. On za nas przelał swą krew, On zmazał nasze winy i tylko
On otwiera nam bramy do swego królestwa. I za to niechaj Mu będą
nasze dzięki, niechaj na wieki będzie wysławiane Imię Jego, niechaj
Mu będzie cześć i chwała od wszelkiego Jego stworzenia. Amen
Henryk
Dominik |
|
Nowożeńcy

Elżbieta Troszok
Adam Ogrodzki
7.09.2002
Oczywiście
istnieje możliwość zamieszczenia zdjęcia ślubnego z tego lub innych
okresów (1992-2002) nawet, gdy zdjęcie nie było zamieszczona
kiedyś w Informatorze! Wystarczy przesłać je do
Redakcji Gazety Ewangelickiej |
|
Hosanna na Słowacji (16-23.08.2002
r.)
Zdjęcia zostaną dołączone w późniejszym terminie!
Piątek 16.08.2002 r.
Tuż przed godz. 7:00 na Plac Kościelny przyjeżdża autobus
wycieczkowy. Czyżby naszą parafię odwiedzili jacyś goście? Nie, to
miejscowy chór młodzieżowy wyrusza, aby spędzić wakacyjny tydzień w
miejscowości Rožňava, partnerskim mieście na Słowacji. Inicjatorem i
organizatorem wyjazdu był nasz „impresario” pan Eugeniusz Raabe, a
kierownikiem, dyrygentem i „opiekunem” była oczywiście pani Asia
Sikora. Po spakowaniu, a raczej upchnięciu, bagaży (których część ze
zdenerwowania niektórzy zapomnieli w domu) nastąpiła chwila
pożegnania. W modlitwie prowadził nas ks. Sikora prosząc o
bezpieczną podróż i udany czas. Autobus ruszył. Naszego małego,
zgrabnego „Ondraszka” prowadził pan Janek Cymorek z Goleszowa.
Przed nami była długa droga. Urozmaicaliśmy ją sobie snem, śpiewem i
podziwianiem pięknych widoków. Po kilku godzinach zatrzymaliśmy się
w Świętym Krzyżu, by zwiedzić stary, drewniany, ewangelicki kościół
łaski. Po wysłuchaniu historii kościoła ruszyliśmy dalej. O godz.
16:00 dotarliśmy do miasta, w którym mieliśmy spędzić najbliższy
tydzień. Po długich poszukiwaniach znaleźliśmy ulicę Šafarikową,
przy której mieściła się parafia. Potem czekało nas zakwaterowanie:
sala gimnastyczna, śpiwory, karimaty i materace. Po wieczorku
zapoznawczym wybraliśmy się na spacer po mieście. Na rynku odbywała
się kampania wyborcza, która została zakończona pokazem sztucznych
ogni. Pomyśleliśmy, że to na nasze przywitanie. Po spacerze
położyliśmy się spać.
Sobota 17.08.2002 r.
Nasz pierwszy dzień w Rožňavie. Pomimo męczącego i
pełnego wrażeń piątku udało nam się wstać. Pierwsi odważni dyżurni
spisali się na medal i przygotowali przepyszne śniadanie. Podczas
posiłku swoim talentem architektonicznym popisali się Robert
(student Politechniki) i pan Janek układając piramidę z serków i
pasztetów. Przedpołudnie spędziliśmy zwiedzając miasto. Naszym
przewodnikiem był pastor Jergus Olejar. Najpierw zatrzymaliśmy się
na rynku, przy pomniku Franciszki Andrassy patronki miasta i
ubogich. Następnie odwiedziliśmy katedrę (w Rožňavie od XVIII w.
swoją siedzibę mają biskupi rzymskokatoliccy). Zabytkowy kościół
ewangelicki, przy którym mieszkaliśmy pochodzi z 1786 r. i jest
obecnie wspaniale restaurowany. Wyprawę zwieńczyliśmy pucharkami
lodowymi w cukierni (palce lizać). Korzystając ze sprzyjającej
pogody wybraliśmy się na basen. Tam wiedziano już o naszym
przyjeździe i jako goście z partnerskiego miasta mieliśmy wstęp
darmowy. Chociaż wejście do wody sprawiało niektórym problem, to
jednak po krótkim czasie wszyscy graliśmy w berka i murowanego w
basenie. Ochłodzeni, wypoczęci a przede wszystkim głodni z zapałem
skonsumowaliśmy 13 pyyysznych pizz. Jak wiadomo sport to zdrowie (co
do tego zgodni są także chórzyści „Hosanny”), dlatego, kiedy tylko
udało nam się zdobyć piłki do koszykówki na sali rozpoczął się
trening. Pomimo, iż chłopców uważa się za ekspertów w tej dziedzinie
to jednak dopiero Ola Chraścina pokazała panom, na czym polega
prawdziwa męska gra. Po wysiłku mięśni nadszedł czas na ćwiczenie
strun głosowych - odbyła się próba generalna przed niedzielnym
koncertem. Do 22:00 każdy z nas spędził czas według własnego
uznania. Dobranoc!
Niedziela 18.08.2002
r.
Pobudka 7:00 - wczesna pora spowodowana pierwszym
występem na nabożeństwie reformowanym w języku węgierskim. Ludzie
zebrani na nabożeństwie byli nam wdzięczni za śpiew, a niektórych
bardzo on wzruszył. Między występami niedzielne śniadanko, jako że
to dzień świąteczny było szczególnie uroczyste i obfite. Po przerwie
śniadaniowej wykonaliśmy na słowackim nabożeństwie ewangelickim
pieśń w trzech językach. W trakcie nabożeństwa odbyły się dwa
chrzty. Chrzczona był córka naszego gospodarza, pastora Olejara. Po
uroczystości zostaliśmy poczęstowani ciastkami. Później nastąpiło
niespodziewane spotkanie z księdzem z pobliskiego Havierzowa (w
którym też już kiedyś występowaliśmy). Obiad zjedliśmy zaproszeni
przez gospodarzy w restauracji najlepszego hotelu „Kras”, potem
spragniona drużyna „H” rzuciła się do wodopoju. Po obiedzie
nabieraliśmy sił przed popołudniowym, galowym koncertem w Urzędzie
Miejskim. Nieco stremowani występem przed członkami rady miejskiej
Rožňavy i obecnością telewizji, wyruszyliśmy przed urząd. Tam
czekała nas niespodzianka. Drzwi były zamknięte, a na horyzoncie ani
jednej żywej duszy. Rozpoczęliśmy więc próbę na schodach i już po
chwili zjawił się jeden z podejmujących nas radnych. Chwilę po nim
zjawił się kolejny, bardzo sympatyczny pan. Jak się później okazało
był to sam pan Primator - František Kardoš (burmistrz) z żoną, która
jest dyrygentką chóru szkolnego. Nastąpiła wymiana nut i doświadczeń
dyrygenckich oraz zapewnienie o odwiedzinach chóru w Cieszynie. W
międzyczasie chórzyści byli podejmowani w ratuszu słodyczami.
Koncert rozpoczął się nieco później i nie przed tak licznym
audytorium jak oczekiwaliśmy. Nie przeszkodziło to jednak temu, aby
w śpiewanie włożyć całe swoje serce i sprawić radość nielicznej
grupie słuchaczy. Pomimo, iż nie byliśmy w stu procentach zadowoleni
ze swojego występu, widzowie wynagrodzili nas brawami. Serdecznie
pożegnani przez przemiłą panią Burmistrzową, która w tym dniu miała
urodziny, wróciliśmy na parafię. Dalej dzień potoczył się według
planu - wspólna kolacja o 18:00. Wieczór spędziliśmy w jednej z
miejscowych pizzerii. Słysząc muzykę nie mogliśmy się oprzeć i
ruszyliśmy do tańca. Parkiet zapełnił się chórzystami „Hosanny” wraz
z panią dyrygent i impresariem na czele. Po zaśpiewaniu dwóch
piosenek, które z entuzjazmem zostały przyjęte przez pozostałych
gości (wśród nich byli również Polacy) siedliśmy jeszcze na chwilę
przy stołach, a potem wróciliśmy do „domu”.
Poniedziałek
19.08.2002 r.
Dzień przywitał nas ładną pogodą, śniadanie
niespodzianką. Tym razem były to śliwki. Niestety nasz dobry humor
popsuł się, gdy dowiedzieliśmy się, że pan Raabe musi wracać do
Cieszyna.
Po ustaleniu programu dnia wyruszyliśmy na basen. Czas spędziliśmy
na graniu w kultową grę z piłką „kolanko”, opalaniu się, pływaniu i
oczywiście pstrykaniu pamiątkowych zdjęć. Obiad - knedle z gulaszem
lub „smaženy sýr”zjedliśmy w restauracji na rynku. Godzinę później
siedzieliśmy już w autobusie, ruszając na koncert do słowackiego
Chyżnego, przedtem pożegnaliśmy impresaria pieśnią „Szumi jawor
szumi”, która zgromadziła przy autobusie przechodniów. Chociaż
podczas drogi nasz wehikuł przyprawił nas o szybsze bicie serca
(wydawało się, że będziemy go pchać pod górę) to jednak bezpiecznie
dotarliśmy na miejsce. W Chyżnem zostaliśmy przywitani przez
miejscowego pastora. Po krótkim rozśpiewaniu byliśmy gotowi do
koncertu. Licznie zgromadzeni parafianie wraz z przebywającą tam z
nami panią Magdaleną Janošdea´kovą z uwagą słuchali naszych pieśni.
W podziękowaniu za zaproszenie pani Asia wręczyła księdzu upominki z
Cieszyna, a pastor zrewanżował się książką o swojej miejscowości.
Gościnni chyżnianie podjęli nas ciepłą, domową kolacją, a dwie z
chórzystek zostały obdarowane kwiatami przez miejscowych słuchaczy
płci przeciwnej. W dobrych nastrojach wracaliśmy do domu. Wieczór
spędziliśmy „rozrywkowo”, zaś o godz. 23:00 rozpoczął się
nieoczekiwany pokaz tańca na sali gimnastycznej. Mija 24:00, pora
gasić światła.
Wtorek 20.08.2002 r.
Wtorkowy dzień przeznaczyliśmy na zwiedzanie. Po
wcześniejszym niż zwykle śniadaniu (8:30) udaliśmy się do Muzeum
Górnictwa w Rožňavie. Spotkaliśmy tam dwóch kolegów (Jana i Petra)
poznanych poprzedniego dnia. W pierwszym budynku mieliśmy okazję
zobaczyć wytwory kultury i rzemiosła okolicznych terenów. Eksponaty
były bardzo różnorodne: od naczyń glinianych, drewnianych narzędzi,
wyrobów kowalstwa artystycznego po ogromne welocypedy, a nawet
gramofony. Druga wystawa związana był z górnictwem i hutnictwem,
które istnieją na tych ziemiach już od XI wieku, o czym świadczy
najstarszy zachowany eksponat - przetopiona ruda żelaza. Liczne
odnalezione narzędzia, fragmenty maszyn, ryciny oraz pozostałości po
konstrukcjach drewnianych i żelaznych wskazują, iż przemysł
wydobywczy rozwijał się tu prężnie aż do XVIII w. Wydobywano tu
różne materiały: miedź, cynę, materiały skalne itd. Po wyczerpaniu
się zasobów zajęto się głównie górnictwem rud żelaza i właśnie z
tego utrzymywała się większość mieszkańców. Wśród różnych okazów,
jakie znajdowały się w muzeum unikatami były limonity, występujące w
kilku postaciach. Kolejną atrakcją była wycieczka do kopalni żelaza.
Składała się ona tylko z 3 pomieszczeń i nie kryła żadnych pokładów,
była to bowiem imitacja kopalni znajdującej się w podziemiach
muzeum.
Z Rožňavy ruszyliśmy do Krasnej Hôrki. Tam czekało nas zwiedzanie
ślicznego zamku usytuowanego na szczycie góry. Budowla przechodziła
różne koleje losu. Trzy rody były jej właścicielami od 1290 do 1945
r., a w XIX w. przetrwała pożar. Zamek zawierał elementy różnych
stylów architektonicznych: gotycka wieża, renesansowe arkady i
barokowa kaplica. Również pokoje odzwierciedlały swoim wystrojem
kolejne epoki. Oryginalne stoliki do gry w karty, starodawne
instrumenty, foteliki obite atłasem, kolekcje obrazów, ksiąg, broni,
zbroi rycerskich - wszystko to świadczyło o stopniu zamożności
właścicieli i ich szerokich zainteresowaniach. Odwiedzając barokową
kaplicę nie mogliśmy się oprzeć jej urokowi i zaśpiewaliśmy 2
pieśni. W tej szczególnej akustyce wypadły one naprawdę dobrze i
spodobały się także innym zwiedzającym. Wracając do domu wstąpiliśmy
jeszcze do galerii, w której znajdowały się obrazy z kolekcji
Andryassyich. Jako, że nie zaplanowaliśmy żadnego koncertu, pani
Asia zaproponowała naukę nowego kanonu i odświeżenie starych pieśni.
Po godzinnym śpiewie i zabawie zaczęły się przygotowania do ogniska,
które miało się odbyć wspólnie z panią Kardošovą i Magdaleną
Janosdea'kova' oraz słowacką młodzieżą. Spędziliśmy wspaniałe pięć
godzin przy akompaniamencie gitary po polsku, angielsku i słowacku.
Przy okazji odkryliśmy, że znamy te same pieśni, co tamtejsza
młodzież. Nawiązały się nowe znajomości, pozostały miłe wspomnienia.
Kolejny raz okazało się, że język czy narodowość nie stanowią żadnej
bariery w kontaktach międzyludzkich.
Środa 21.08.2002 r.
Zapowiadał się dzień pełen wrażeń. W planie mieliśmy
wycieczkę do jaskini, zwiedzanie zamku w miejscowości Betliar i
koncert w Gočovej. Z powodu wtorkowego ogniska, które przeciągnęło
się do późnej nocy, niektórzy z nas mieli problemy wstać na
śniadanie o 8:00. O 9:30 rozpoczęliśmy zwiedzanie jaskini. Naszymi
przewodniczkami były dwie, poznane poprzedniego dnia na ognisku
koleżanki. Dzięki ich uprzejmości mogliśmy napstrykać sobie zdjęć do
woli. A było co fotografować. Jaskinia Gombašecka jest jedną z
najciekawszych w środkowej Europie pod względem kolorów. Różne
związki mineralne nadają jej ciekawe barwy od różowej do
pomarańczowej do niebieskiej oraz czarnej. Bardzo ciekawe formy
skalne kształtami przypominające makaron, warzywa, postacie z bajek,
budowle itp. oraz dotkliwe zimno (9oC) sprawiły, że jaskinia na
długo pozostanie w naszej pamięci.
Na obiad wróciliśmy do Rožňavy. Przed obiadem udaliśmy się na zakupy
i lody do miasta. Po skonsumowaniu pysznego kotletu z piersi
kurczaka pozbieraliśmy swoje stroje koncertowe i wsiedliśmy do
autobusu. Naszym celem był zamek w Betliarze. Z zewnątrz robił
wspaniałe wydarzenie - odrestaurowany, otoczony ogrodem. Jednak to,
co zobaczyliśmy wewnątrz przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Na
najniższym poziomie znajdowały się pamiątki z podróży po świecie
właścicieli zamku. Wśród nich były: spreparowana ludzka czaszka,
strój samuraja, mumia, głowy słonia i nosorożca, itp. Pozostała
część zamku wyglądała jak przed wiekami: odnowione podłogi, sufity i
boazerie, kryształowe żyrandole, stylowe meble, mnóstwo portretów i
ogromna biblioteka - właśnie tak wyobrażaliśmy sobie zamek z
prawdziwego zdarzenia. Później udaliśmy się na spacer po parku.
Kilkanaście minut po 17:00 przyjechaliśmy do Gočovej. Tym razem nasz
koncert miał się odbyć nie w kościele, a w tamtejszym ośrodku
kultury. Podobnie jak w ubiegłą niedzielę w sali panowała bardzo
wysoka temperatura. Pomimo to koncert udał się. Słuchacze dziękowali
nam za przybycie a my cieszyliśmy się, że możemy sprawić im radość
naszym śpiewem i uwielbiać Boga. Po występie udaliśmy się do
kościoła. Tam uroczyście podziękowano nam a pani Asia otrzymała
kwiaty. Za ten miły gest odwdzięczyliśmy się prezentem oraz dwoma
pieśniami. Zaproszono nas na kolację przygotowaną przez parafian.
Wspólnie z młodzieżą zaśpiewaliśmy kilka pieśni po słowacku. Jednak
na dobre rozruszaliśmy się podczas piosenek szkółkowych z ruchami.
Nasi gospodarze znali pieśń „Warowną wieżą” w nieco innej wersji i
próbowali nauczyć nas ruchów. Nie chcieliśmy być gorsi i rozpoczął
się prawdziwy maraton: „Bóg kocha mnie”, „Szczęśliwi ludzie”, „Kto
stworzył”, „Głowa ramiona”, „Miłość Twa”, itd. Czas szybko minął i
zanim się spostrzegliśmy, musieliśmy wracać.
Czwartek 22.08.2002 r.
Wczesne śniadania stały się już regułą. Dzisiaj powodem
była wyprawa do Ochotinskej Aragonitowej jaskini. Wiedząc, jakiej
temperatury możemy się spodziewać pod ziemią, tym razem zabraliśmy
odpowiednie ubrania. Po małych kłopotach ze znalezieniem wejścia
weszliśmy do jaskini. Strop jaskini „usiany” był krystalicznymi
gwiazdkami, który przypominał niebo w bezchmurną noc. Gdzieniegdzie
było widać większe formy - kolczaste jeże, a nawet naciek
przypominający serce, zwany „sercem jaskini”. Aby tradycji stało się
zadość, zaśpiewaliśmy jedną pieśń. W drodze powrotnej do Rožňavy
zatrzymaliśmy się w Štítniku, by zwiedzić miejscowy kościół gotycki.
Była to świątynia ewangelicka, która znalazła się w posiadaniu
protestantów już w pierwszych latach reformacji. Wśród zabytkowych
fresków, bezcennych organów, najbardziej interesował nas mały
balkonik na tylniej ścianie budowli. Było to miejsce przeznaczone
dla chorych, aby odizolować ich od pozostałych wiernych. Po sesji
zdjęciowej i zaśpiewaniu pieśni wsiedliśmy w autobus i ruszyliśmy do
Rožňavy. Kolejnym punktem dnia było wyjście na wieżę - symbol
miasta. Słynęła ona niegdyś z bardzo dokładnego zegara, sprawowała
funkcję strażniczą i obronną. Dziś pozostała jedynie atrakcją
turystyczną. Przed wejściem nastąpiło pożegnanie pani Magdaleny
Janošdea'kovej, która pomimo urlopu opiekowała się nami podczas
naszego pobytu w Rožňavie. Z całego serca podziękowaliśmy za
życzliwość i pomoc, wręczyliśmy także drobny upominek. Ze strony
pani burmistrzowej również usłyszeliśmy ciepłe słowa.
Popołudnie spędziliśmy na basenie na szczęście pogoda dopisała i
mogliśmy pluskać się w wodzie do wieczora. W dobrych humorach
wróciliśmy na kolację. Potem nadszedł czas na podsumowanie. Wszyscy
zebraliśmy się na sali. Tam pani Asia podziękowała nam za mile
spędzony czas oraz za koncerty. Ku naszej uciesze cisza nocna
została przesunięta. Ostatnią niespodzianką, jaka nas spotkała w
Rožňavie był mecz koszykówki. Okazało się, że pastor bardzo lubi tę
dyscyplinę sportu i wyraził chęć zagrania z nami, tak więc około
godz. 21:00 dziewięcioro z nas wraz z księdzem stanęło na boisku.
Walka była zacięta. Zdarzyło się kilka lądowań na parkiecie. Odbyło
się mnóstwo wspaniałych akcji pod koszem. Trybuny (reszta chóru)
głośno dopingowała zawodników. Mecz był wyrównany można więc
powiedzieć, że wszyscy okazali się zwycięzcami. Po chwili
wytchnienia poszliśmy do naszej ulubionej „Pizzerii”. Zabawiliśmy
tam do 22:30, a następnie wróciliśmy na parafię (bynajmniej nie po
to, żeby spać). Tam rozkręciliśmy się przy wspólnych zabawach: „Ha,
ha”, „Listonosz”, „Pieniążek”. Dla nie wtajemniczonych każda gra
miała inne zasady, ale przede wszystkim chodziło o to, aby się
pośmiać. Kiedy ta forma rozrywki już się nam znudziła, ruszyliśmy do
kuchni. Ostrożnie i po cichutku, aby nie obudzić pana Janka,
zasiedliśmy przy stołach. Konwersowaliśmy aż do 2:30 po czym
większość z nas udała się na spoczynek.
Piątek 23.08.2002 r.
Po niezwykle krótkiej nocy nie wstawało się zbyt dobrze.
Na szczęście wspólnymi siłami udało nam się przygotować posiłek i
posprzątać. Była więc nadzieja, że rychło zaśniemy snem
sprawiedliwych w autobusie. Przed wyjazdem pożegnaliśmy jeszcze
księdza, który życzył nam szerokiej drogi i podziękował za koncerty.
Przyszła do nas także pani Ewa Kardošova. Z Bożym Błogosławieństwem
ruszyliśmy w drogę. Po kilku godzinach zatrzymaliśmy się w Besanovej
by popływać i wydać ostatnie korony. Droga przebiegła spokojnie poza
małym korkiem niedaleko granicy czesko-słowackiej. Wszystko
przebiegło zgodnie z planem. Tuż przed przejściem w Lesznej Górnej
Autobus obiegły entuzjastyczne okrzyki: „hura”, „odbiera”, „sieć”,
„mam zasięg”, co świadczyło o tym, że telefony komórkowe znów
zaczęły odbierać. Kilka chwil później byliśmy już w Polsce. Przed
Bażanowicami zaśpiewaliśmy jeszcze dwie pieśni z dedykacją dla pani
Asi i pana Janka. Na przystanku Bażanowice - Potoczki opuściła nas
Magda Brudny. Na Placu Kościelnym czekali już na nas stęsknieni
rodzice. Oczywiście nie mogło się obyć bez serdecznych podziękowań i
czułych pożegnań. Nie zabrakło też urodzinowego „sto lat” dla Izy
kończącej okres swojego dzieciństwa, czyli osiemnaste urodziny. Tak
skończyła się nasza wakacyjna wyprawa. Dziękujemy Bogu za
Błogosławieństwo, opiekę, siły i chęć do śpiewania. Mamy
satysfakcję, że doceniono naszą całoroczną pracę organizując
wspaniały wypoczynek jak i z tego, że dobrze reprezentowaliśmy naszą
parafię i nasze miasto.
Uczestniczki |
|
|
|