 |
Z Colegno, jadąc dalej na południe dotarliśmy do
Lopiano (przeglądnij
zdjęcia), gdzie zostaliśmy dwa dni. Po raz pierwszy na wyjeździe
nie graliśmy spektaklu, co pozwoliło nam lepiej poznać miejsce, w
którym byliśmy. Lopiano jest niedużym miasteczkiem założonym przez
ruch FOCOLARE, działający w ramach kościoła katolickiego. Jego
założycielką jest
Chiara Lubich, która w czasie drugiej wojny
światowej, razem ze swoimi przyjaciółkami, zamiast opuścić
bombardowany Trydent, została tam aby pomagać innym ludziom.
Zdecydowała się na to, bo czuła, że jest to Boża wola dla jej życia.
To był początek ruchu, którego ideą jest budowanie życia w miłości
do innych i jedności z innymi. Przyjeżdżający do Lopiano nie tylko
rozwijają duchową stronę życia, ale też |
| pracują. Zajmują się m.in.
produkcją mebli i innych rzeczy dla dzieci, krawiectwem, produkcją
wina i oliwy z oliwek, wytwarzają użytkowe i ozdobne sprzęty
ceramiczne. To wszystko mogliśmy poznać i zobaczyć w czasie naszego
pobytu w Lopiano. Jego zakończeniem był spektakl, który zagraliśmy w
niedzielny wieczór, a więc niejako na półmetku naszej podróży. Po
nim jak zwykle zapakowaliśmy sprzęt do autobusu, a następnego dnia
byliśmy już w dalszej drodze. |
| Następny postój - Ripattoni
(przeglądnij
zdjęcia). I znowu, jak we wszystkich wcześniejszych miejscach
spotykamy się z niesamowitą życzliwością i gościnnością Włochów.
Byli dla nas bardzo mili, serdeczni i otwarci, starali się robić
wszystko, abyśmy dobrze się u nich czuli. I chociaż tak właśnie
było, czasami zdarzało się nam od nich „uciekać”. W Mazzo, pierwszej
włoskiej miejscowości, w której byliśmy, mieliśmy dwa noclegi, ale
nie wszyscy o tym pamiętali Trzech chłopaków już drugiego dnia
spakowało się i pożegnało z rodziną, u której mieszkali w
przekonaniu, że stamtąd wyjeżdżamy. Ludzie, u których mieszkali tak
bardzo się tym przejęli, że zadzwonili do swoich znajomych, mówiąc
że zrobili chyba coś nie tak, bo chłopcy spakowali się i poszli.
Kiedy cała sytuacja się wyjaśniła, wszyscy nieźle się uśmiali, a
dwaj |
 |
| „uciekinierzy” wrócili do
„swojej rodziny”. Oprócz tego, że nocowaliśmy u rodzin, my sami
tworzyliśmy tez jedną wielką rodzinę, na czele której dzielne trwali
ks.Alfred i ks. Mirek, których przemianowaliśmy na don Alfredo i don
Mirko (bo don z włoskiego to ksiądz). Tuż przed spektaklem
zamieniali się oni w konferansjerów, którzy go zapowiadali. Don
Mirko, jedyna osoba w naszej grupie znająca włoski, opowiadał zawsze
jak doszło do tego, że spektakl powstał i dlaczego chcemy go
pokazywać, a don Alfredo niezmiennie informował wszystkich Włochów,
że ich kraj jest jedynym obcym państwem wymienionym w polskim
hymnie, co przyjmowane było gromkimi brawami. |
 |
Z Ripattoni, mijając Rzym, dojechaliśmy do
Latiny (przeglądnij
zdjęcia),
gdzie już po raz siódmy pokazaliśmy spektakl. Tym razem wśród widzów
znalazło się także kilku Polaków, których jak się później okazało sporo
mieszka w Latinie. Właściwie polskie akcenty towarzyszyły nam od
pierwszego dnia pobytu we Włoszech. Pierwszego Polaka spotkaliśmy już w
Mazzo. Mieszkał tam od czasów drugiej wojny światowej. Potem zetknęliśmy
się jeszcze z Polakami w Lopiano i Mondragone. Ale wracając jeszcze do
Latiny - skoro była zaledwie 70 kilometrów od Rzymu nie mogliśmy tam nie
pojechać. Wizytę w Rzymie (przeglądnij
zdjęcia)rozpoczęliśmy od audiencji generalnej na placu św. Piotra w
Watykanie. Wśród ogromnej liczby ludzi, która tam się zebrała,
|
| część stanowili Polacy - ponad 7.000.
Papież w kilku językach skierował pozdrowienia i błogosławieństwo do
wszystkich zebranych na placu i podzielił się refleksjami na temat
konieczności dialogu pomiędzy chrześcijanami a żydami. Potem
mieliśmy czas na zwiedzanie Rzymu. Byliśmy w bazylice św. Piotra, w
bazylice św. Pawła za murami, obejrzeliśmy mury Aureliana otaczające
najstarszą część miasta, fontannę di Trevi, kolumnę Trajana i
Koloseum. Oczywiście nie udało się nam zobaczyć wszystkich zabytków,
jeden dzień na zwiedzanie Rzymu to zdecydowanie za mało. Pozostaje
jedynie pojechać do „miasta na siedmiu wzgórzach” jeszcze raz. W
Rzymie mogliśmy na własnej skórze przekonać się, że im dalej na
południe, tym słońce staje się cieplejsze. Przypalone nosy i twarze
to pamiątka z Rzymu, która pojechała z nami w dalszą podróż, tym
razem do malowniczego, |
|
 |
położonego na zboczach gór miasteczka
Giffoni valle Piana (przeglądnij
zdjęcia). Tym razem nie musieliśmy się rozstawać,
nocowaliśmy wszyscy razem w zakonie franciszkanów. Do końca
zostały nam już tylko 2 spektakle, a ja zupełnie zapomniałam
napisać, iż w spektaklu niektóre osoby miały do wykonania dosyć
niebezpieczne prace wysokościowe. Stały się one udziałem
oświetleniowców, czyli osób obsługujących 4 reflektory niezbędne w
spektaklu. Aby dobrze spełniały swoją rolę, musiały znajdować się na
odpowiedniej wysokości ale w kościołach, w których graliśmy, nie
było pawłaczy, trzeba więc było wynaleźć jakieś środki zastępcze.
|
Niezastąpione okazały się w tej roli drabiny,
czasami rusztowania, na których montowano reflektory. Dlatego jak
najbardziej na miejscu wydaje mi się określenie pracy oświetleniowców
pracami wysokościowymi. Przy okazji bytności w Giffoni valle Piano
okazało się, że nie wszyscy mają zapotrzebowanie na dużą ilość snu. Ci
potrzebujący go mniej zerwali się o 4:00 rano aby pójść w góry na wschód
słońca. Po wschodzie przyszedł poranek, nowy dzień i pora by udać się w
dalszą podróż do dwóch
ostatnich miejsc, w których mieliśmy pokazać spektakl: Cancello Scalo
(przeglądnij
zdjęcia) i
Mondragone. Pierwsza z miejscowości położona jest zaledwie 27 kilometrów
od Neapolu, stolicy regionu Kampania, największego ośrodka przemysłowego
południowych Włoch. Leży on u podnóża Wezuwiusza, który obejrzeliśmy z
okien autobusu, natomiast na zwiedzenie Neapolu zabrakło nam już czasu.
Tylko nieliczni z nas, dzięki życzliwości rodzin, u których mieszkali,
odbyli nocną wycieczkę do Neapolu, który jak się okazało nie jest zbyt
bezpiecznym miastem o tej porze i najlepiej poruszać się po nim w
kilkunastoosobowej grupie, mając z sobą kilku nieźle wyglądających
osiłków. Natomiast drugie z wymienionych miast, Mondragone (przeglądnij
zdjęcia), było
najdalej wysuniętym miejscem na południe do którego dotarliśmy w czasie
naszej podróży. Było też miejscem najcieplejszym co wykorzystaliśmy aby
wykąpać się w Morzu Tyrreńskim i poopalać na plaży. Temperatura wody w
morzu była porównywalna z tą, jaką ma Bałtyk w lipcu czy sierpniu,
natomiast słońce dostarczało temperatury około 30o C. Plażowanie, pomimo
iż było wspaniałe, na wielu z nas pozostawiło trwale ślady - popalone
słońcem ciała i już do końca wyjazdu można było usłyszeć takie
stwierdzenia: „Uwaga! Nie dotykaj! Mam spalone plecy!” O ile dla nas
temperatury na południu były bardzo wysokie i ubieraliśmy się w letnie
rzeczy, o tyle dla Włochów było jeszcze niezbyt ciepło i woleli chodzić
ubrani w swetry i kurtki, a na nas patrzyli trochę zdziwieni.
Ostatni spektakl w Mondragone, ostatnie wspólne
zdjęcie, ostatnie pożegnania (przywitań i pożegnań przeżyliśmy chyba
jeszcze więcej niż spektakli) i trzeba wracać. Ale zanim tak na dobre
pożegnaliśmy się z Włochami, zwiedziliśmy jeszcze dwa piękne miasta:
Asyż (przeglądnij
zdjęcia) i Wenecję (przeglądnij
zdjęcia), a potem czekała nas już tylko długa droga do domu.
Kończąc tę opowieść o naszej podroży do Włoch,
muszę uwierzyć, że jest to już historia, ale czasu tam spędzonego nigdy
nie zapomnę. Dla mnie ten wyjazd był szczególnym darem od Pana Boga, w
czasie którego w jakiejś małej cząstce mogły wypełniać się słowa Jezusa:
„Idąc na cały świat głoście Ewangelię wszystkiemu stworzeniu”. Mogliśmy
doświadczać Bożej obecności i Jego prowadzenia w tym co robiliśmy, Jego
troski o to by niczego nam nie brakowało. Dziękując Bogu, chcę też
podziękować tym (i myślę, że będę wyrazicielem wszystkich uczestników
wyjazdu), których On wybrał aby cały ten wyjazd zaplanowali i
przygotowali, i starali się by był on dla nas jak najlepiej przeżytym
czasem: ks. Alfredowi i ks. Mirkowi. Jak powiedzieliby Włosi „Grazie di
tutto”, co się wykłada: dziękujemy za wszystko.
Dagmara Górniak
|
Serdecznie dziękujemy Ministerstwu
Edukacji Narodowej
- Program „Młodzież dla Europy” za dotację w wysokości 23 000 zł
oraz szczególnie za pomoc i okazaną sympatię w trakcie załatwiania
wszelkich formalności.
Podziękowania przekazujemy również dla Urzędu Miasta Cieszyn za
dotację w wys. 3 000 zł.
Młodzież i opiekunowie z
Ekumenicznego Zespołu Teatralnego |
|