14 (14)
1999

6 /
199
9

Z W I A S T O W A N I E    P R Z E Z    O B R A Z

Emil Nolde

Płacenie podatku

artykuł z tego NUMERU

artykuł z tego CYKLU

 > Home > Archiwum > Gazeta Ewangelicka > GE nr 14 / 1999 > Zwiastowanie przez obraz: Płacenie podatku

Emil Nolde - jeden z największych indywidualistów w historii sztuki, „zawsze niepokorny, stale atakowany i atakujący”, mistrz malarskich plam i kleksów oddających emocje, potwierdzających prawdę lub fałsz. Oskarżany o brutalizację malarskich przedstawień pełnych zniekształceń i oszpecenia, jako jeden z nielicznych w gronie niemieckich ekspresjonistów chętnie podejmuje tematykę biblijną. Jego ewangelickie wychowanie pozwala mu swobodnie poruszać się po obszarze tak Starego, jak i Nowego Testamentu (liczne obrazy: „Zielone Świątki”, „Ostatnia wieczerza”, tryptyk „Maria Egipcjanka”, poliptyk „Życie Jezusa”).

Dzieło:   

„Podatek”
olej na płótnie
117 x 87 cm
1915 r.
muzeum Kunsthalle w Kiel

 

Emil Nolde, a właściwie Emil Hansen urodził się w 1867 r. w miejscowości Nolde na pograniczu niemiecko-duńskim. Wychował się w rodzinie chłopskiej. Uczył się snycerki, dopiero w 25 roku życia zaczyna pobierać lekcje rysunku i malarstwa, w latach 1898-1899 studiuje w Monachium. Przez oryginalność swojej twórczości trudny do zakwalifikowania. Niebywale płodny malarsko, zyskuje uznanie jednych i pogardę drugich. Od 1909 roku maluje tematy religijne. W czasach narodowego socjalizmu zostaje zaszeregowany do grona potępionych artystów, których prace wyeksponowano na słynnej wystawie „sztuki zdegenerowanej” w połowie lipca 1937 r. Z muzeów usunięto 1054 jego obrazy, jako „bezwartościowe płody chorego umysłu…”. Mieszka i działa głównie w Berlinie. Po upadku nazizmu powraca do aktywnego, artystycznego życia. Przenosi się do Seebüll w Holstein. Obok malarstwa para się drzeworytem i litografią. Umiera w 1956 roku w wieku 89 lat. W jego domu zebrano sporą liczbę jego obrazów i urządzono muzeum. Prezentowany obraz „Podatek” jest stosunkowo mało znanym dziełem, jednak dobrze oddającym pasję malarza, by nie tyle ilustrować historie biblijne, co je zinterpretować odkrywając wewnętrzne wartości. Obraz jest niemal teologicznym odwzorowaniem przekazu Ewangelii.


Wtedy faryzeusze odeszli i naradzali się, co by zrobić, żeby Jezus uwikłał się w swoich słowach. Wysłali więc do Niego swoich uczniów wraz ze zwolennikami Heroda i zapytali: Nauczycielu, wiemy, że jesteś człowiekiem prawym i nauczasz, jak postępować zgodnie z prawdziwą wolą Boga, na opinii Ci nie zależy i nie obawiasz się narazić ludziom. Więc powiedz nam, jakie jest Twoje zdanie: czy należy płacić podatek cesarzowi, czy nie? Jezus znał jednak ich zamiary i powiedział: Chcecie mnie wystawić na próbę, obłudnicy? Podajcie mi monetę, którą się płaci podatek. I podali Mu denara. Wtedy zapytał: Czyja to twarz i czyje imię? Odpowiedzieli: Cesarza. Wtedy On rzekł: Co się należy cesarzowi, oddajcie cesarzowi, a co się należy Bogu, oddajcie Bogu! Zaskoczeni taką odpowiedzią wycofali się i odeszli.

Ewangelia Mateusza 22,15-22
(przekład współczesny)


Co cesarskie, a co Boże? Tak postawione pytanie odzwierciedla poważny problem, obecny od zawsze, w każdym okresie dziejów. Jego rozwiązanie nigdy nie należało do łatwych. Rozstrzygnięcie tego problemu najczęściej dokonuje się publicznie, na oczach innych ludzi. Podejmowane decyzje poddawane są zatem częstej krytyce. Co cesarskie, a co Boskie? Brak odpowiedzi oznaczałby brak działania, stagnację, przegraną. Natomiast decyzja w tej kwestii przynosi najczęściej - jeśli nie zawsze - zakłopotanie, czasami dramat dziejący się we wnętrzu człowieka. Właśnie to napięcie wewnętrzne, ów dramat zafascynował Noldego, który postanowił utrwalić w przejmujący sposób na płótnie to wszystko, co dzieje się w sercu i umyśle.

Widzimy trzy postacie: dwaj starsi, łysi mężczyźni o siwych brodach dyskutują z o wiele młodszym od siebie Jezusem. Są zdenerwowani. To przedstawiciele dwu zwalczających się ugrupowań: herodianie i faryzeusze. Jeszcze raz sprawdza się twierdzenie, iż wspólny wróg skutecznie jednoczy. I choć to zabrzmi bardzo nieprzyjemnie, dla nich wrogiem, przynajmniej w ich mniemaniu, był Jezus. Mają szeroko otwarte oczy, widoczna jest wymowna gra rąk. Przed chwilą wypowiedzieli piękne słowa: „Nauczycielu, wiemy, że jesteś człowiekiem prawym i nauczasz, jak postępować zgodnie z prawdziwą wolą Boga. Na opinii Ci nie zależy i nie obawiasz się narazić ludziom”.

            Te piękne słowa jednak nic nie znaczą. Przesycone są jadem, podstępem i fałszem. To tylko niesmaczne preludium do podchwytliwego pytania. Twarze pytających wskazują pozorną uprzejmość. W rzeczywistości chodzi o przyparcie Jezusa do muru. Jesteśmy świadkami polowania na człowieka, polowania na wypowiedziane słowa. „Powiedz nam jakie jest Twoje zdanie: Czy należy płacić podatek cesarzowi, czy nie?” Ci dwaj na pewno myślą: Obojętnie jaka będzie odpowiedź - sukces zapewniony! Lecz mimo wszystko, ciekawe na kogo Jezus postawi, kogo wybierze: cesarza w Rzymie, czy Boga w niebie? Widać jak są podnieceni niepewnością odpowiedzi Jezusa. Obaj są doświadczeni w zastawianiu pułapek. Przedstawieni jako starcy, chyba już nie raz łapali rozmówców w sieć słów i deklaracji. Nie lubimy takich ludzi, boimy się takiej znajomości, nie chcemy takich kontaktów, ale z drugiej strony ci dwaj, to gorliwi i dosłowni wykonawcy zasad usłyszanych od Boga. Troska o Zakon pożera ich nieustannie. Gorliwość i fanatyzm stały się pułapką dla autentyczności i spontaniczności ich wiary. Do tego dochodzi polityka i walka o wpływy. Oba ugrupowania od dawna śledziły Jezusa. Zapewne znali i pamiętali Jego słowa: „Nikt nie może dwom panom służyć, gdyż albo jednego nienawidzić będzie, a drugiego miłować, albo jednego trzymać się będzie a drugim pogardzi” (Mt 6,24). I chociaż wtedy, gdy Jezus powiedział te słowa, chodziło o pieniądze i Boga, to jednak dla nich zestawienie: cesarz i Bóg znaczyć może wciąż to samo. Pogańskie cesarstwo i teokratyczny, choć podbity Izrael, to trudne do pogodzenia wielkości. Wiedział o tym Syn Boży, wiedzieli faryzeusze, wiedział lud, który najciężej znosił podatkowe zobowiązania. Na obrazie widzimy napiętą sytuację. Wszyscy stoją blisko siebie, patrzą prosto w oczy. Jest teraz okazja, by zmarginalizować Jezusa, mają nadzieję na klęskę pytanego, ale jednocześnie boją się, są czerwoni ze zdenerwowania i agresji. Charakterystyczne: niby chodzi o monetę czynszową, ale nikt nawet na nią nie popatrzy. To tylko doskonały pretekst. Jezus prosi o denara. Wcześniej jednak mówi znamienne słowa, skutecznie demaskujące starców: „Chcecie mnie wystawić na próbę, obłudnicy?” Trzymany poziomo denar ukazuje podobiznę Tyberiusza. Jezus odpowiada pytaniem: „Czyja to podobizna i czyj napis?” Przenikliwe oczy Jezusa widzą wszystko. Zdemaskowani starcy, mimo że uczeni, to jednak oszuści i obłudnicy, udzielają krótkiej odpowiedzi, potem będą już tylko milczeć. W istocie pozorne pytanie o podatek znalazło zaskakującą odpowiedź: „Oddawajcie więc, co jest cesarskie - cesarzowi, a co Boskie - Bogu!” Odpowiedź Jezusa, choć demaskująca, jest jednak spokojna i dostojna. Tak jak cała Jego postawa. Tamci gestykulują rękoma, tylko Jezus trzyma rękę w pokojowym poziomie, delikatnie trzymając dowód rzeczowy dialogu. To Jezus jest tutaj główną postacią, nie dlatego że jest pośrodku, zresztą oś symetrii jest wolna od postaci, jasno dzieląc powierzchnię obrazu na dwie przeciwne sobie strony, Jezus jest tutaj największą postacią, wysoką na wysokość obrazu. Czym była odpowiedź Jezusa? Dla podstępnie pytających - przegraną, a dla ogółu - przekonaniem, że prawowierność Bogu nie jest zależna od płacenia podatku. Jakość wiary nie zależy od tego, płacenie podatków nie decyduje o prawowierności. Okazuje się, że można uznać cesarza za panującego, wcale nie sprzeciwiając się Bogu. Denar z podobizną cesarza Tyberiusza nie jest tutaj istotny. Jezus nie jest też politycznym zbawicielem, choć pokusa, by wykreować Go na takiego wodza, była i jest wciąż silna i możliwa.

Cała rozmowa toczy się przy świadkach. Widzimy jednego. Przedstawiony wieśniak niby jest jeszcze w polu widzenia, niby ucieka poza ramy obrazu. On pierwszy, gdyby było trzeba, pobiegnie do świata, by powtórzyć odpowiedź Jezusa. Jest biedny, bosy, marnie odziany. Najpierw wystraszony pułapką i współczujący Jezusowi, potem uważnie słuchający. Czy jest zadowolony z odpowiedzi Jezusa? Możemy odpowiedzieć, że nie. Jego trudna sytuacja majątkowa nie zyska na takim werdykcie, ale trudno.

            Odpowiedź Jezusa ma bowiem ogromne znaczenie. Uświadamia nam dwa zakresy obowiązków, zobowiązań, mówi o dwóch płaszczyznach, które nie muszą się znosić. Ale jeśli kolidują, jeśli - bo i tak bywa - jakaś władza nie jest od Boga, bo się Bogu sprzeciwia, stwarzając dokuczliwą alternatywę, wybór jest jasny, dyktowany wiernością Bogu, przy czym sprawy fiskalne najczęściej nie stwarzają tego typu problemów. „Jeśli można, o ile to od was zależy, ze wszystkimi ludźmi pokój miejcie” (Rz 12,18) oraz „Nie daj się zwyciężać złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,21). „Oddawajcie każdemu to co się należy; komu podatek - podatek, komu cło - cło, komu bojaźń - bojaźń, komu cześć - cześć” (Rz 13,7) - doradza apostoł Paweł.

            Emil Nolde był pewien, że istotą całego zdarzenia nie był system podatkowy i sprawy fiskusa, lecz przebiegła chęć uwikłania spraw duchowych zarzuconą polityczną siecią. Kuszenie, tym razem polityczne - nie ominęło Jezusa, nie omija także uczniów Jezusa każdego pokolenia. Monety wciąż są w obiegu, podatki pozostały ważnym instrumentem rządzenia i podziałów. Tyberiuszowa podobizna ma tysiące nowych twarzy. Ale to nic! Nie wolno rozwiązywać kwestii duchowych - materialnie, Boskich po ludzku, kościelnych - politycznie. Oczywiście nie brakuje ludzi, którzy woleliby, aby zagadnięty Jezus powiedział w tej historii powstańcze, ekonomiczne, separatystyczne - Nie! Fakt pozostaje jednak faktem - odpowiedź Pana Jezusa została utrwalona, i trudno dyskutować na ile obecnie nas obowiązuje! Zatem także dzisiaj, w naszej sytuacji niespokojnych czasów, potwornej „walki z przeróżnymi duchami i siłami z wysokości”, pozostają ważne słowa o powinności: co cesarskiego - cesarzowi, co Bożego - Bogu, a tym którzy gmatwają, komplikują, kuszą i oszukują pozostaje „siedmiokrotne biada” odnotowane w następnym rozdziale Ewangelii Mateusza.

            Nam zaś, borykającym się w świadomym życiu wiary z koniecznością dokonywania wyborów, być może pomocnym będzie mąż wiary i reformator, który powiedział: „Chrześcijanin jest wolnym panem, a zarazem w miłości wszystkich poddanym.” Amen.

ks. Roman Pawlas